Wrzesień, wtorek, 6:58 rano. Jeszcze nie wstałam, a na grupie klasowej już 60 nieprzeczytanych.
Otwieram jednym okiem, bo drugim się boję.
Trzy zbiórki, jeden tydzień, zero konkretnych terminów
W tym tygodniu ruszają trzy zbiórki naraz: wyprawka, ubezpieczenie i rada rodziców. Terminy? Wszystkie "do piątku". Który piątek, nie wiadomo, ale na pewno ten, w którym akurat nie mam czasu.
To jest ten moment września, kiedy człowiek uświadamia sobie, że bycie skarbnikiem to nie jedno zadanie. To dwadzieścia małych zadań w jednym płaszczu, i każde z nich ma inny termin, inną kwotę i innego rodzica, który zapłacił "chyba w zeszłym roku, nie?".
A na grupie, w kolejności pojawiania się
Rano lista wygląda tak:
- "A na co dokładnie ta wyprawka?" (lista wisi przypięta od poniedziałku)
- "A można w dwóch ratach?"
- "Ja już płatne 🙂" (nie, nie płatne)
- ktoś wrzucił zdjęcie ślimaka znalezionego na wf-ie
- 14 kciuków pod ślimakiem
- głosówka, 4 minuty 51 sekund, od pana, którego nikt nie kojarzy
- i jeden przelew: 44,99 zł zamiast 45. Tytuł: "składka". Na którą z trzech, historia milczy.
O tej jednej złotówce myślę teraz częściej niż o własnym śnie.
Nie pytajcie.
Koperta jedzie w plecaku jak przesyłka dyplomatyczna
Bo część rodziców woli gotówkę. Więc do klasy wędruje koperta. Właściwie kilka kopert. Każda podpisana imieniem dziecka, każda w bocznej kieszeni siedmiolatka, między kanapką a kasztanem znalezionym po drodze do szkoły.
Rano dostaję wiadomość: "Wysłałam 30 zł w kopercie z Frankiem". Franek ma dziś wf. Franek ma też zapasowe skarpetki, dwa kasztany i teraz jeszcze budżet klasy w bocznej kieszeni. Koperta jedzie przez szatnię, salę gimnastyczną i stołówkę jak przesyłka dyplomatyczna, której nikt nie eskortuje.
Dojeżdża. Zawsze dojeżdża. Ale ten kwadrans, zanim Franek wróci i powie, że "pani wzięła", to najdłuższy kwadrans wtorku.
Kubek. To znaczy: przelew bez tytułu
Bo tak naprawdę praca skarbnika to nie zbieranie pieniędzy. Zbieranie idzie samo. Praca skarbnika to śledztwo.
Siadam więc wieczorem do pliku o wdzięcznej nazwie skladki_2026_FINAL_v3_poprawione(2).xlsx i robię to, co skarbnik potrafi najlepiej. Dopasowuję 44,99 do nazwiska. Sprawdzam, czy pani od Zosi to ta sama pani, co podpisała się "mama Zosi", czy może jest druga Zosia. Są dwie Zosie. Oczywiście, że są dwie Zosie.
Robię to skupiona jak czapla nad stawem. I gdzieś koło 23:40, kiedy reszta domu już śpi, dochodzę do wniosku, że tę jedną brakującą złotówkę dołożę z własnej kieszeni, bo nie zniosę myśli, że kolumna się nie zgadza.
Krótka dygresja o tym, jak decyzje podejmują surykatki
Bo skoro już przy głosowaniu jesteśmy. Wiecie, że surykatki podejmują decyzje grupowe przez coś w rodzaju kworum? Jedna zaczyna popiskiwać w stronę, w którą chce iść cała grupa, i jeśli wystarczająco dużo innych ją poprze swoim piskiem, stado rusza. Bez rady rodziców. Bez głosówki na 4 minuty 51 sekund. Bez pana, którego nikt nie kojarzy.
No dobra, wracajmy do składek.
No i tak, zbudowaliśmy do tego apkę
Bo w pewnym momencie zrobiło nam się zwyczajnie żal skarbników. Zamiast pliku z nazwą, która wygląda jak krzyk o pomoc, jest jeden link. Rodzic wchodzi, widzi ile i za co, płaci, i to się samo odhacza. Ty widzisz, kto zapłacił, bez śledztwa. 44,99 nadal boli, ale przynajmniej od razu wiadomo, czyja to była 44,99 i na którą zbiórkę.
To jedyny akapit, w którym o tym wspominam. Wracając.
Bożydar zostaje
Ślimak, swoją drogą, nazywa się Bożydar. Klasa już głosuje, czy zostaje.
Głosowanie idzie sprawniej niż zbiórka na ubezpieczenie. Bożydar ma 22 głosy za, zero przeciw i jedną wstrzymującą się od pana, którego nikt nie kojarzy.
Zero stresu. Przynajmniej przez najbliższy kwadrans.